Dziwne amerykańskie MRE…

Znacie to uczucie kiedy po prostu chce wam się jeść? Nieważnie gdzie. W domu, podróży, na dworcu czy w lesie uczucie głodu dopadnie was zawsze. Co wtedy? Batonik? A może coś innego? Czasami możecie rozmyślać jak będzie wyglądać świat po tym jak w końcu pojawią się zombie. Co wtedy zjecie?


I tutaj z odpowiedzią przychodzą racje MRE czyli Meal Ready to Eat. Tylko czy to zawsze dobry pomysł? Przetestowaliśmy z Mordenem amerykańską rację MRE z numerem z menu 15. Wszystko fajnie – meksykańska potrawka z kurczaka. Zapowiada się miodnie ale…

I tutaj wielka niespodzianka. Ci którzy mieli styczność z tego typu racjami wiedzą, że zawsze znajdują się w środku różności do jedzenia z daniem głównym, lecz to jakie my stestowaliśmy było naprawdę wyjątkowo dziwne. Co znaleźliśmy w środku?

– danie główne czyli potrawkę meksykańską z kurczaka
– precle serowe
– masło orzechowe
– „syrop”/koncentrat owocowy
– M&M
– kakao w proszku
– lemoniada w proszku
– warzywne sucharki
– zestaw przypraw

Wszystko niby fajnie, ale zawsze musi być ale. Zacznijmy od faktu, iż cała racja jest bardzo niewygodna i nieporęczna, także raczej na spokojne przycupnięcie pod drzewem. Podgrzewacz chemiczny na dobrą sprawę nie podgrzewa tak jakbyśmy chcieli. Dodatki jakie dostajemy nie pasują do niczego. Kakao, syrop owocowy do warzywnych sucharków? Czy tylko ja mam wypaczone poczucie smaku lub doboru produktów jakie chciałbym razem spożyć? Przyznam, iż serowe precle i masło orzechowe były jednymi z najlepszych jakie kiedykolwiek jadłem. Chwała tym, co chociaż dodali łyżkę do całego zestawu.

Samo danie główne jest w ilości wręcz śladowej, więc ciężko to nawet porcją obiadową nazwać, co nie zmienia faktu, że w porównaniu do racji MRE np. polskich jest tam zdecydowanie więcej mięsa i mniej czuć chemię, co na plus. Sama potrawa dostaje meksykańskiej ostrości dopiero po zasypaniu jej czerwonym pieprzem dołączonym do zestawu.

Sam zestaw sprawia wrażenie jakby niedopracowanego i nieprzemyślanego w doborze. Jest mały i kompaktowy, ale dobór składników i dodatków wchodzących w jego skład wprowadza nas w stan myślenia, kto i w jakim celu złożył to w taki a nie inny sposób. Dla weteranów których trzewia przejadły już niejedną rację MRE to zestawienie jakie zaprezentowało nam menu nr 15 może być lekko zaskakujące. Sam zestaw możecie obejrzeć na naszych filmach z dwóch perspektyw, gdzie zobaczycie zarówno zawartość jak i nasze reakcje przy odpakowywaniu.


Personalna notka to 7/10 gdyż w razie inwazji zombie zawsze i taki zestaw warto mieć przy sobie. Tylko czy naprawdę po takim obiadku chcę gumę do żucia o smaku cynamonu?

Wujku Samie – naprawdę?

Dredziu

Share This:

Skomentuj

comments