W survivalu, nóż to narzędzie niezmiernie przydatne czy wręcz niezbędne, a zarazem niełatwe i pracochłonne w samodzielnym wykonaniu gdyby nam go nagle zabrakło w terenie. Oprócz wszystkich swoich niezliczonych zastosowań, nóż jest również przydatny w jednym, dość kontrowersyjnym aspekcie sztuki przetrwania – samoobronie. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie twierdzę i nie namawiam nikogo do noszenia noża z myślą “kogo by tu dźgnąć”. Wyjaśnijmy sobie kilka nieporozumień, z którymi się często spotykam. Samoobrona to nie to samo co walka na noże. Często czytam, że nóż to kiepskie narzędzie do samoobrony bo wynik walki na noże jest ciężki do przewidzenia. Co jest nie tak z tym twierdzeniem? Już wyliczam.


Samoobrona, to nie pojedynek. Krytycy noża do obrony osobistej zapominają, że zarówno w przypadku napastnika z nożem, czy kilku napastników z gołymi rękami, lepiej mieć coś (np. nóż) niż nie mieć nic. Oczywiście zawsze lepiej jest uciec. Problem w tym, że nie zawsze jest taka możliwość. Niewiele osób w Polsce może sobie pozwolić na posiadanie broni krótkiej. Ciężko też chodzić wszędzie z kijem baseballowym, siekierą czy sztucerem. Nóż, choćby składany, może mieć w Polsce każdy dorosły. Może go również nosić prawie wszędzie bez zwracania na siebie uwagi.

Krytycy zakładają, że napastnikiem zawsze jest człowiek. To dość istotne nieporozumienie, bo o ile z ludźmi można się dogadać, oddać portfel czy zwyczajnie przed nimi uciec, to ze zwierzętami już nie jest tak kolorowo. Zwykle nie chodzi im o pieniądze, argumenty raczej średnio do nich przemawiają, a ucieczka przed czworonogiem, kiedy samemu ma się do dyspozycji jedynie dwie nogi raczej nie jest najlepszym pomysłem. Niektórzy mówią, że pies nigdy nie gryzie bez powodu. Inni dodają, że niestety powód ten jest często znany tylko psu. Z racji tego, gdzie mieszkam i czym się zajmuję, osobiście oprócz psów, muszę się także martwić dzikimi zwierzętami takimi jak niedźwiedzie czy pumy. Czy pomysł użycia noża do obrony przed rozwścieczonym psem czy głodnym niedźwiedziem nie jest czasem bujaniem w obłokach? Z jednej strony może się tak wydawać. Z drugiej, wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w takiej sytuacji wolelibyście nie mieć noża? Oczywiście nóż jest ostatnią deską ratunku i sięgając po niego musimy się liczyć z wieloma poważnymi konsekwencjami.

GlockTools66-copy

Najpewniej ani my, ani napastnik nie wyjdzie z tego bez szwanku. Zdecydowanie lepiej użyć kija, petardy czy gazu pieprzowego. Jeśli mamy na to czas. Kiedy zwierze skróci dystans, nie pozostaje nam nic innego jak walka. Niedługo przed napisaniem tego tekstu, mignął mi przed oczami filmik na Facebooku. Ktoś na ulicach jakiegoś miasta w Albanii nagrał dziesiątki ludzi próbujących rozdzielić dwa walczące psy. Jeden z nich trzymał drugiego za kark i nie puszczał choćby nie wiem czym go traktować. Nie pomagało okładanie kijem, lanie wodą, kopanie, ani nawet rażenie paralizatorem! Największe wrażenie zrobił na nim gaz, ale zdezorientował go tylko na chwilę. “Zabawa” trwała dalej. Wyobraźmy sobie, że to my jesteśmy na miejscu tego drugiego psa. Ile warte będą wtedy rady, krytyka i wątpliwości osób postronnych? To wy i wasze życie. W takich chwilach tylko to się liczy.

Co ciekawe, człowiek z nożem nie jest wcale taką bezbronną istotą jakby się mogło wydawać. Dowodzą tego zdarzenia, o których możemy nieraz przeczytać w prasie. Tak było np. w przypadku 55-letniego Sjergieja Rumjantsewa ze wschodniej Syberii, który został zaatakowany przez sporego niedźwiedzia brunatnego. Nie zdążył sięgnąć po sztucer i do obrony pozostał mu jedynie nóż i pies, który zdezorientował napastnika. To wystarczyło, żeby Sjergiej dźgnął niedźwiedzia kilka razy swoim 13 centymetrowym nożem. Zwierze wkrótce padło martwe, a pięćdziesięciopięciolatek i jego pies wyszli z potyczki z kilkoma niegroźnymi ranami. Tego typu przykładów jest znacznie więcej i psy nie zawsze są ludziom potrzebne do pokonania niedźwiedzia. Wręcz przeciwnie. W 2006 roku, 55-letni Kanadyjczyk Tom Tilley obronił swojego psa przed baribalem, zabijając niedźwiedzia 15 centymetrowym nożem.

W 2013 inny Kanadyjczyk – Fraser Graham – odparł atak niedźwiedzia brunatnego zabijając go kilkoma ciosami noża w kark. Znam również przypadek 61 letniego David’a Parker’a, który napadnięty przez pumę, obronił się podcinając kotu gardło kieszonkowym nożem składanym. Co ciekawe noże użyte do odparcia wszystkich tych ataków miały ostrza od 7,5 do 15 cm długości. Nie znaczy to oczywiście, że taka długość jest optymalna do samoobrony. Świadczy to jedynie o tym, że a) taka długość wystarczy do zabicia nawet tak dużego zwierzęcia jak niedźwiedź b) takie noże najczęściej mamy ze sobą bo nie rzucają się w oczy i nie są niewygodne. Inną ciekawą rzeczą jest wiek wspomnianych mężczyzn. Ciężko oczekiwać, żeby 55 czy 61-latek był nieprzeciętnie sprawny i silny fizycznie. Może się tak oczywiście zdarzyć, ale byłby to raczej wyjątek od reguły. Mimo to, panowie poradzili sobie doskonale w, wydawałoby się, beznadziejnych sytuacjach.

Więc jeśli ktoś wam kiedyś powie, że nóż jest kiepskim pomysłem na narzędzie do samoobrony, przypomnijcie sobie Sjergieja, Tom’a, Fraser’a czy David’a. Czy wyszli z tego bez ran? Oczywiście, że nie. Czy woleli by tego uniknąć? Śmiem twierdzić, że tak. Tak się jednak złożyło, że nie mieli wyjścia, a prosty i nic nie kosztujący zwyczaj chodzenia wszędzie z choćby niewielkim nożem uratował im życie.


Ja-2

Szymon Szary jest podróżnikiem, miłośnikiem leśnego życia oraz właścicielem kanału YouTube Simon’s Discoveries. Od wielu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, gdzie realizuje swoje pasje.

www.simonsdiscoveries.com

Kanał YouTube Simon’s Discoveries

Share This:

Skomentuj

comments