Stało się! Zakochaliśmy się w Rumunii. Właściwie było to do przewidzenia, ponieważ jest to jedno z niewielu miejsc w Europie, gdzie naprawdę można uciec od cywilizacji. Jak powiedział nasz przyjaciel – „tutaj wystarczy zjechać z asfaltu i już zaczyna się przygoda”.

 


Ponieważ uwinęliśmy się ze wszystkim szybciej, zyskaliśmy dodatkowy dzień zapasu. Podzieliliśmy trasę do Rumunii na odcinki, aby nie gnać na łeb na szyję.

Rumunia2015-78

Pierwszy postój i nocleg zarazem nad Soliną. Piękne miejsce, choć niestety ludzi od groma. Nocleg na kempingu za śmieszne pieniądze, choć sanitariat już taki wesoły nie był :p

Rano śniadanie, chwila relaksu i w drogę.

Rumunia2015-23

Wybraliśmy trasę przez góry Słowacji. Miodzio 🙂 Kolejnym etapem były Węgry i tu postanowiliśmy również przenocować. Ponieważ zaczęło się ściemniać, wybór padł na mały lasek akacjowy pośród pól kukurydzy, słoneczników i ziemniaków… jak możecie się domyślić śniadanie było zagwarantowane;)

Rumunia2015-39

Do granicy z Rumunią zostało niewiele, tak więc szybko udało nam się przejechać ten odcinek. Wjazd przez miasto Oradea, szybkie zakupy na kolację i w drogę. Zjechaliśmy z głównych dróg i dalej lecieliśmy „na czuja”. Cel – dobre miejsce na odpoczynek i nocleg nad wodą. Ponieważ upały dały się we znaki również mieszkańcom Rumunii, sporo rzek było praktycznie wyschniętych. Dojechaliśmy nad zalew, ale betonowy brzeg nas nie urządzał. Tak więc dalej w drogę – parę chwil później udało nam się namierzyć bardzo przyjemną rzeczkę. Odjechaliśmy od zabudowań i pośród zarośli znaleźliśmy dojazd nad sam brzeg ?

Rumunia2015-45

Rumunia2015-44

I wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, że woda podniosła się o kilkanaście centymetrów, zabierając nam dwa metry plaży ? Szybka zwijka i wjazd wyżej na brzeg. Tam już było spokojnie i mogliśmy bezpiecznie odpocząć i najeść się ?

Następnego dnia skierowaliśmy się do Parku Narodowego Apuseni – widoki zapierały dech w piersiach a leśne dróżki zachęcały nas do zabawy w błotku. Oczywiście, nie oparliśmy się tym pokusom;) Raz, dwa i pierwsza wklejka wyjazdu – malowniczo pod mostkiem, gdzie ziemia grząska a do drzew daleko. Szarpanie nie przynosiło pożądanych rezultatów. Szybka zmiana planów, dłuższa taśma i łapanie do drzewa. Od razu test terenowy nowej wyciągarki w Montku, zaliczony celująco;)

Rumunia2015-58

Rumunia2015-59

Pobawili się, to lecimy dalej, kierunek Alba Iula. Tutaj nocleg na polu pod gwiazdami. Widoki przecudne. Tak gwieździstego nieba dawno nie widzieliśmy, ale nie ma się co dziwić skoro w pobliżu nie ma żadnego większego miasta, które psułoby efekt swoimi światłami. Dziewczyny po raz kolejny dały popis swojej kuchni polowej;)

Rumunia2015-66

Nie wspomniałem wcześniej, ale najmłodszy uczestnik wyprawy miał niespełna 10 miesięcy;) Dla mojego synka – Kostka, to była pierwsza tak długa wyprawa, ale radził sobie wyśmienicie. Od urodzenia lubił jeździć Rockym bardziej niż osobówkami. Po wyprawie mamy pewność, że wyrośnie na prawdziwego off roadowca;) Jako jedyny miał swoją wannę – służyła do tego pokrywa skrzyni oraz zawsze czekał na niego w pierwszej kolejności ciepły prysznic ? Dziecko w siódmym niebie;) i niech ktoś mi powie, że nie jeździ na wakacje, bo jego dziecko jest za małe…

Rumunia2015-60

W Alba Iuli robimy postój na zwiedzanie, następnie kierujemy się na Sebes – zaraz za nim zaczyna się Transalpina droga 67C. Wjeżdżamy na wysokość prawie 2200m n.p.m. Wrażenia – bezcenne. Pokonywanie podjazdów i zakrętów sprawia nam naprawdę dużo frajdy. Mimo że jeszcze poruszamy się po czarnym, już wypatrujemy miejsc gdzie można się wbijać.

Rumunia2015-74

Na szczycie pamiątkowe foto i obiad pasterski – mamałyga z kukurydzy z mięsem owczym. Tak posileni lecimy ku przygodzie.

Pierwszy zjazd jest nasz. Prowadzi on pod wyciąg narciarski. Widzimy jezioro, które wcześniej mijaliśmy i postanawiamy znaleźć do niego „lepszą” drogę. Jazda na takiej wysokości dostarcza emocji. Potęguje je fakt, że droga jest wąska, a zaraz za jej krawędzią jest zbocze o dużym nachyleniu. Nikt nie chciałby zrobić rolki w takich okolicznościach.

Jpeg

Zjeżdżamy nieco niżej i trafiamy na rumuńską rodzinę, która zajmuje się sprzedażą miodu z własnych pasiek. Gospodarz jest tak otwarty i przyjacielski wobec nas, że nie jesteśmy mu w stanie odmówić i przyjmujemy gościnę. Nocujemy pod lasem tuż obok jego przyczepy. Towarzyszy nam On do późnej nocy: opowiada ciekawostki, wspólnie jedząc i pijąc ? To była dobra noc.

Następnego dnia ruszamy w dalszą trasę na podbój bezdroży. Szybko okazuje się, że w oplu jest problem z przednim napędem – błahostka dla takiego mechanika jak Andrzej z Mechanik4x4.pl. Szybko przywracamy napęd i szalejemy dalej.

Rumunia2015-91

Obieramy kierunek na Transfogarską, omijając wszelkie główne drogi. Życzliwość żyjących tu ludzi jest naprawdę cudowna. Kiedy przejeżdżamy przez wsie, ludzie pozdrawiają nas i machają do nas. Błądzimy przez góry i trafiamy na miejsce, do którego jakbyśmy chcieli celowo dojechać, to pewnie by nam się nie udało;) Droga, która do niego prowadzi jest bardzo błotnista, co tylko potęguje pozytywne wrażenia. Spotykamy tu pastuszków, u których zaopatrujemy się w owcze mleko i ser. Kiedy siedzimy przy ognisku, miejscowi postanawiają sobie porobić z nas trochę jaj i nas postraszyć. Ubaw na sto dwa;)

Rumunia2015-3

Dalej jest już tylko lepiej;) Górskie drogi, leśne przecinki, brody i kamieniste szlaki. Tego nie da się opisać, to trzeba po prostu przeżyć.

Podczas zabaw w błocie mamy małą awarię. Rozszczelnia się krawędź opony na feldze i ucieka powietrze. Prymitywne metody młotka i buta nie pomagają, tak więc decyduję się na eksperyment. Oczyszczam krawędź na tyle ile to możliwe i całość zalepiam silikonem. O dziwo, ten patent działa. Pompujemy koło. Powietrze nie schodzi, tak więc bez stresu kontynuujemy zabawę.

Rumunia2015-5

Kolejnym punktem obowiązkowym naszej wycieczki jest trasa Transfogarska. Pierwszy raz zobaczyłem ją w programie Top Gear i powiedziałem sobie wtedy, że muszę tam dotrzeć;) Naprawdę warto.

Odwiedzamy zamek słynnego Draculi, bo w końcu głupio być w Transylwanii i pominąć taki punkt. Nasza dalsza droga prowadzi na Maramuresz. Pogoda dotychczas była, aż za dobra. W ostatnich daniach zaczęło się chmurzyć i padać.

Jazda po szczytach gór sprawia naprawdę wiele frajdy. Zastrzyk adrenaliny gwarantowany przy każdym, nawet lekkim trawersie.

Rumunia2015-26

Burza przepędza nas ze szczytów i nakazuje zjazd w dolinę. Spoko, tu też jest fajnie. Ziemia spragniona wody szybko zamienia się w błoto i dalej mamy gdzie szaleć! Dużo wody, dużo błota to coś, co tygryski lubią najbardziej. Zabawa znowu przenosi się w góry, lecz tu robi się nieco niebezpieczniej, ponieważ przy mokrej trawie na stoku można zapomnieć o trakcji. Szybka akcja, podpięcie na asekuracji windą do drzewa i wszystko pod kontrolą. Ciśnienie niektórym podniosło się, gdy samochód zaczął się zsuwać;p Zawijamy się na najbliższą polankę, nie przejmując się już tym, że dzisiaj śpimy w przechyle.

Rumunia2015-33

Nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami przypinamy się asekuracyjnie do drzewa, poziomujemy samochody Hi-liftem i bierzemy się za kolację. I to nie byle jaką:) Frytki z kociołka i rumuńskie mici;) Pycha;)

Noc jest dość dżdżysta, ale rano się trochę przejaśnia. Deszcz ustaje, a drogi świeżo nasączone wodą stawiają coraz to lepsze wyzwania.

Mamy kolejny cały dzień na zabawę w górach. Powoli kierujemy się w stronę Sapanta, gdzie mieści się słynny wesoły cmentarz. Następnie Satu Mare i ostatni nocleg, tym razem znowu w polu. Kolacja również na bogato;) Spaghetti z kociołka, choć tak właściwie to mięso z makaronem. Rano pobudka i powrót do Polski. Będziemy Tęsknić…ale na pewno tu wrócimy, i to nie raz;)

Na zakończenie jeszcze co nieco o awariach. Ponieważ samochody, choć bardzo dzielne, nie są niezniszczalne i ząb czasu potrafi ugryźć je prosto w du… to znaczy w koło:p

Całe szczęście nie zdarzyło się nic z czym nie potrafilibyśmy sobie poradzić. Przydała się oczywiście wiedza i doświadczenie Andrzeja z Mechanik4x4.pl, który współorganizował wyprawę. Naprawdę dużym komfortem jest posiadanie w ekipie człowieka, który zjadł zęby na terenówkach i potrafi usunąć w mig niemal każdą usterkę.

Teraz po kolei i w skrócie – jak przyjdzie czas to polejemy więcej wody i na ten temat.

Rozrusznik – dostawał za mało prądu – potrafił się wieszać. Odpalany na krótko dawał radę.

Sprzęgiełko napędu przedniego nie zapinało napędu – poszło łożysko stabilizujące i posypało wałeczkami. Wyczyszczone i złożone na nowo działa do tej pory.

Zgnieciony przewód paliwowy – do najbliższego miasta Groszek dostał mały bak z bańki 7l pod maskę, następnie kupiony przewód i poprowadzone na nowo. Oczywiście na cybanty i trytytki, bo co to by była za prowizorka bez nich.

Rumunia2015-51-1

Rozszczelniona felga – sposób tak jak opisywany wcześniej. Oczyszczone, silikon, dopompować i jedzie.

Murphy był dla nas jak widać wyjątkowo łagodny;) Choć w Polsce sobie o nas przypomniał i zaraz po powrocie do domu puścił uszczelniacz na wale. Drobiazg, choć jego wymiana jest dość czasochłonna i ciężko byłoby ją przeprowadzić gdzieś na bezdrożach Rumunii 😉

http://pozaszlakiem24.pl/

!! UWAGA !!

W tym roku ekipa z Pozaszlakiem24.pl również rusza na off-roadową wyprawę do Rumunii. Jeśli jesteście zainteresowani dołączeniem do załogi piszcie na poniżej podany mail. Są wciąż WOLNE MIEJSCA!

pozaszlakiem24@gmail.com

GALERIA ZDJĘĆ

Share This:

Skomentuj

comments