Przetrwanie może wiązać się ze zbieraniem jagódek, ustawianiem wnyków (przypominam, że w naszym prawie to metoda absolutnie zabroniona) i zdobywaniem pożywienia oraz wody na setki różnych sposobów. Jednym z nich jest także polowanie. Co, jeśli nie mamy do dyspozycji broni palnej lub chcemy polować z użyciem bardziej klasycznej formy, jaką jest łuk? Wbrew wspaniałym opowieściom i książkom – które czyta się łatwo, rzeczywistość jest o wiele trudniejsza.


W mojej ocenie każdy, kto naprawdę interesuje się przetrwaniem czy bushcraftem, powinien posiadać przynajmniej podstawowe umiejętności i wiedzę w zdobywaniu najbogatszego źródła protein, jakim jest mięso. Tak samo dotyczy to jego odpowiedniej obróbki – patroszenia, skórowania i podziału. O dziwo, z moich obserwacji wynika, że często jest to niezwykle zaniedbana dziedzina nawet wśród najgorętszych fanów survivalu. Miałem nawet kilkukrotnie nieprzyjemność spotkać osoby mające się za specjalistów przetrwania, które nie wiedziały nawet, od czego patroszenie czy skórowanie rozpocząć. Nie mówiąc już o samym polowaniu.

Mniejsza o to.1

Każdy myśliwy podczas swojego stażu czy szkolenia pozyskuje ogrom wiedzy dotyczącej prowadzenia gospodarki łowieckiej, w tym realizowaniu skutecznego polowania. Nic jednak nie przygotowuje tak, jak samodzielne polowanie. Każdy najmniejszy błąd bardzo szybko ustawia do pionu i uczy pokory wobec przyrody w całym jej majestacie. Przekonałem się o tym kilkukrotnie, między innymi podczas ostatniego polowania w Słowacji.

2

Zacznijmy od początku. Jak polujemy? Możemy polować z tzw. zasiadki (zasadzki), czyli zająć stanowisko nadrzewne (np. używając tzw. treestand’u) lub naziemne – korzystając z czatowni (namiotu lub tzw. blind’u – pewnej formy parawanu w kamuflażu).

34

Możemy także polować z podchodu, co wg mnie jest najtrudniejszą, a jednocześnie dającą najwięcej satysfakcji metodą, najbardziej wymagającą od myśliwego łucznika. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – najefektywniejszą odległością do oddania strzału jest 15-20 metrów. I wbrew pozorom nie chodzi o celność (choć na pewno daje ona niemal gwarancję skutecznego i absolutnie celnego strzału – przeciętnej klasy łucznik trafi bez trudu z tej odległości w cel wielkości piłki tenisowej). Chodzi o zjawisko tzw. string-jumping’u, czyli reakcji zwierzyny na bodziec dźwiękowy, jakim jest strzał z łuku.

Prędkość strzały wystrzelonej z łuku bloczkowego myśliwskiego to ok. 280-300 stóp na sekundę (czyli w ciągu sekundy pokonuje ona w przybliżeniu 100m). Czas reakcji jeleniowatych na bodziec został oceniony na ok. 0,1 sek. Jak łatwo policzyć, strzała potrzebuje nawet około 0,3 sekundy, by do niego dotrzeć na wspomnianej odległości. To już jest sporo czasu. Wyobraźmy sobie, jak wiele ma go zwierzyna stojąca w odległości 50 czy 70 metrów? To cała wieczność. Wystarczy odpalić YouTube, by zaobserwować, w jaki sposób zwierzyna potrafi upodobnić się do filmowego Neo z Matrixa. I to nie jest fikcja.

5

Pierwszym sposobem ograniczania prawdopodobieństwa tego zjawiska (i pudła) jest maksymalne skrócenie dystansu do zwierzyny. Drugim – celowanie w tzw. „dolną komorę” – czyli dolną część strefy, w której znajdują się narządy witalne zwierzyny. Czasem nawet na wysokości górnej części przedniej cewki (czyt. nogi) sarny. Na rysunku kolorem czerwonym zaznaczona jest strefa, w którą powinna trafić strzała, gdyby zwierzę pozostało nieruchomo. Żółty kolor oznacza miejsce, w które powinien mierzyć myśliwy-łucznik (bowhunter) spodziewający się string-jumpingu zwierzyny. Jest jeszcze trzecia metoda, pozostawię ją jednak jako ten obszar wiedzy łowieckiej, jaki rezerwujemy dla naszych kursantów i przyszłych, certyfikowanych myśliwych-łuczników.

6

Zacznijmy więc od podchodu. Bezgłośne przemieszczanie się po lesie to tyrada na całą książkę i miesiące ćwiczeń w terenie. To jedno. Kamuflaż – tu także można sporo pisać. Zauważyliście na przykład, jak bardzo kamuflaże myśliwskie różnią się od wojskowych? To między innymi dlatego, że zwierzyna widzi w zupełnie inny sposób, niż człowiek. Ich ceny też są przytłaczające. Dlaczego? A na przykład dlatego, że zwierzęta widzą w zupełnie innym paśmie fal – m.in. w ultrafiolecie. I niektóre z kamuflaży – dla człowieka całkowicie rozmywające postać myśliwego – dla zwierzyny dosłownie „świecą” jak latarnia morska. Wygłuszenie tych właściwości, w połączeniu z technologiami tłumiącymi lub blokującymi zapach człowieka zwyczajnie musi kosztować.

7

I tak doszliśmy do zapachu. Myśliwy łucznik przed polowaniem – szczególnie z podchodu, poświęca mnóstwo czasu na pozbycie się właśnie zapachu. Tydzień bezmięsnej diety w celu pozbycia się zapachu drapieżnika, to już właściwie standard. Bardzo dokładny prysznic, bezwonne środki do mycia i pozbycia się bakterii (jak wiemy, to nie tyle pachnie sam pot, co „odchody” bakterii, jakie w nim się lęgną). Potem ubranie i obuwie – blokujące zapach, najlepiej wcześniej „sponiewierane” w ściółce leśnej z miejsca, w jakim będziemy polować. Na koniec kamuflaż. Niezwykle ważne jest zasłonięcie twarzy i dłoni. Zwierzyna o każdej porze roku potrafi bezbłędnie rozpoznać te kształty. Szczególnie na tle ciemnego lasu. Kolejna ciekawostka – zwierzyna łatwiej zauważa ruch, niż kształt. Warto to wiedzieć, kiedy udajemy się na łów. Zostaje nam już tylko (nie tylko, ale chcę być zwięzły w swoich słowach) kwestia ukształtowania terenu. Musimy zdawać sobie sprawę, że nawet w środku lasu, w pozornie nieruchomym powietrzu (gdy nie wieje żaden zauważalny przez nas wiatr) – nie stoi ono w miejscu, a przemieszcza się. A z nim nasz zapach. Nie widziałem jeszcze na oczy środka czy ubrania, które całkowicie by go zneutralizowało. Dlatego nie możemy i tego zjawiska zignorować. Nawet bez użycia wiatromierza wiemy, że:

– w dzień (szczególnie upalny) powietrze przenosi się od strony lasu w kierunku łąki (łąka nagrzewa się szybciej, ciepłe powietrze unosi do góry i zasysa zimniejsze z lasu)

– w dzień powietrze przenosi się od strony wody w kierunku lądu (analogiczne zjawisko jak wyżej)

– w dzień, w przypadku wzgórz, wzniesień czy gór – przenosi się w górę, zasysając powietrze z podnóża i niższych partii

– analogicznie – nocą zjawisko we wszystkich wymienionych przypadkach jest odwrotne (wiatr w kierunku lasu, wody i doliny)

8
Co daje nam ta wiedza? Podstawowe wytyczne. Planowanie za dnia podchodu zwierzyny na łące – samemu czając się w lesie, zwierzyny na otwartej przestrzeni, mając za plecami wodę czy wreszcie podchodzenie w kierunku szczytu wzniesienia – z założenia już skazane są na klęskę. Polecam wykonanie samodzielne prostego wiatromierza, z jakiego korzystam sam i spora część moich przyjaciół – myśliwych łuczników. Wystarczy plastikowy pojemnik/buteleczka po np. kroplach do oczu (dająca się ściskać i jednocześnie z małym otworem, dająca się otworzyć w celu uzupełnienia wkładu). Taką buteleczkę o zużyciu osuszamy, następnie uzupełniamy zwykłym talkiem (każdy na pewno ma go w apteczce, bo jest niezastąpiony na otarcia). Talk jak wiadomo to skruszona, naturalna skała, nie posiada (a przynajmniej nie powinien) zapachu. Doskonałe narzędzie. Wystarczy nacisnąć buteleczkę, by uniosła się chmurka białego pyłu wskazując nam, w którą stronę przesuwa się powietrze, a wraz z nim nasz zapach. Proste? A jakie skuteczne.

9

Sprawdziłem to samodzielnie podczas ostatniego polowania. Próbowałem tylko raz podchodu właśnie w górę wzniesienia. Bezgłośny marsz ścieżkami wydeptanymi przez zwierzynę, w kamuflażu i z odpowiednim osprzętem zdał się na nic. Najbliżej udało mi się podejść do kozy sarny i i jej koźlęcia na odległość ok 40-45 metrów. Domowej roboty wiatromierz pokazał mi bezsensowność takiego polowania. Sytuacja całkowicie odmieniła się, gdy postanowiłem rozpocząć swój marsz ze szczytu dość sporej góry. Już w ciągu pierwszej godziny zakradłem się na ok. 25 metrów do byka daniela, który zaległ w wodnej kąpieli i odpoczywał od upału. Niestety, to nie był sezon na daniele. Mogłem więc objeść się smakiem i podziwiać jego piękne poroże…

Zasiadka. W mojej opinii najskuteczniejsza z drzewa. Najlepiej z dala od ambon myśliwskich – zwierzyna jest bardzo mądra i ambona to pierwsze miejsce, na które oczy co chwila chodząc na nęcisko czy idąc w kierunku żerowiska lub wodopoju. Kolejna ciekawostka – zwierzyna nie oczy powyżej swojego poziomu, czyli do góry! Jakież było moje zdziwienie – pomimo, iż wielu doświadczonych kolegów opowiadało mi o tym wcześniej – gdy siedząc na drzewie, po zakończeniu polowania (ustrzeliłem chwilę wcześniej strzałą pięknego dzika, przelatka) kręciłem się po treestandzie, rozmawiałem nawet przez radiotelefon, pakowałem się i ogólnie hałasowałem jak teściowa po kielichu na wakacjach, a kolejna wataha dzików całkowicie mnie ignorując zajadała się resztkami z nęciska… oglądały się dookoła ale nic nie robiły sobie z mojej obecności, a żaden nawet nie spojrzał do góry, właśnie na drzewo… Treestand ma także jeszcze kilka wspaniałych cech. Na przykład można sobie, w oczekiwaniu na zwierzynę, przyciąć komara… kilka metrów nad ziemią.

No dobrze. Podchodzenie, zasiadka. A co ze strzałem? Generalnie śmiertelnym dla zwierzyny jest praktycznie każdy strzał oddany na tzw. komorę, czyli miejsce w klatce piersiowej, w którym znajdują się serce, płuca, wątroba, śledziona, etc. Powyżej jelit, które to już stanowią tzw. „miękkie”. Oczywiście każdy myśliwy łucznik wie, że najskuteczniejszy strzał to serce i płuca. Stara się tak wykonywać polowanie, by właśnie w nie trafić. Pamiętając o wszystkich powyższych zasadach i zjawiskach, jak np. wspomniany string-jumping. To właśnie te miejsca gwarantują najobfitsze farbowanie i szybkie zejście pozyskiwanej przez nas zwierzyny. Wielu początkujących popełnia błąd – ćwicząc na piankowych kopiach zwierząt z wyrysowanymi strefami trafień – celując w obszary, gdzie „powinny” znajdować się zapamiętane przez nich linie oznaczające te strefy… Podstawową zasadą, jaką należy przyjąć, to – bez względu na kąt w poziomie czy pionie – celowanie w miejsce, gdzie niejako w modelu trójwymiarowym powinno znajdować się właśnie serce czy płuca. Jakże zaskakujące bywa wtedy miejsce trafienia „na skórze”… często przebiegając wysoko, niemal obok kręgosłupa! Za to strzała przechodząca bezbłędnie przez środek mięśnia sercowego, to gwarancja skutecznego strzału i zminimalizowania jakiegokolwiek cierpienia zwierzęcia. Warto także pamiętać o zasadzie oddawania strzału ze zwyżki, że istotniejsza dla pomiaru odległości do celu jest odległość bezwzględna z minimalną poprawką w górę, niż odległość względna. Jeśli ktoś z Was miał okazję strzelać np. na zawodach 3D lub Field, doskonale wie, o czym mówię.

10

O skuteczności strzału powie nam np. kolor farby (krwi) pozostały na lotkach strzały: jeśli jest jasnoczerwona, spieniona – najpewniej trafiliśmy w płuca (zgon absolutnie pewny). Tylko jasnoczerwona – z możliwymi skrawkami mięśni – najpewniej trafiliśmy w serce (zgon absolutnie pewny). Jeśli jest ciemniejsza – ale nie ma nieprzyjemnego zapachu – możliwe, że trafiliśmy w wątrobę (zgon pewny, wymagający jednak od nas chwili odczekania, zanim udamy się na poszukiwanie postrzałka). Jeśli jest ciemna i pachnie nieprzyjemnie – istnieje prawdopodobieństwo, że trafiliśmy w tzw. miękkie (jelita, żołądek, itp.). W takiej sytuacji zgon jest wysoce prawdopodobny jednak wymaga dużo dłuższego oczekiwania zanim udamy się na poszukiwanie (co najmniej kilku godzin). Zwierzę bowiem zalegnie w najbliższym, uważanym przez siebie za bezpieczne miejscu. Wskutek zapalenia otrzewnej (jeśli do niego dojdzie), dokona. Jeśli jednak zbyt szybko postanowimy je tropić, niemal na pewno się podniesie i ucieknie. Niekiedy nawet kilometry dalej. Taka zwierzyna jest praktycznie stracona. Nie mówiąc o zafundowanych jej cierpieniach ze strony myśliwego-pudlarza. Taki skutek oczywiście nie jest zależny od narzędzia czy broni. Taka rana bez względu na rodzaj pocisku powoduje takie właśnie konsekwencje. Każdy myśliwy – w tym myśliwy łucznik – dlatego doskonali przez całe życie swoje umiejętności strzeleckie. Często trenując nawet po kilka razy w tygodniu. Przed polowaniem niekiedy nawet codziennie!

11

Trening to jedno. Tuning łuku to drugie. Warto też pamiętać, że najlepiej nawet ustawiony łuk zmieni swój punkt trafienia choćby wskutek zmiany klimatu – trenując w umiarkowanych temperaturach jedziemy w upalne miejsca lub odwrotnie, trenując na nizinach jedziemy w góry (zmiana ciśnienia i rozrzedzenie powietrza) czy trenując w świetnie oświetlonych warunkach wybieramy się w ciemny las… Zawsze, ale to zawsze spowoduje zdziwienie na twarzy łucznika, bo miejsce trafienia zmieni się z całą pewnością! Niezbędnym zadaniem jest zatem trening strzelecki i poprawki w łuku już w miejscu (terenie), na którym będziemy polować. To zadanie obowiązkowe i sam doświadczyłem, że absolutnie nie może zostać pominięte. Pomimo całego mojego doświadczenia musiałem zrobić naprawdę idiotyczną minę, gdy moja strzała trafiła z 20m w odległości ok 7 cm od środka tarczy. Dla myśliwego-łucznika to miara nie do przyjęcia.

Trening to podstawa. Dopiero później kamuflaż, zapach i cała zabawa myśliwskimi gadżetami. Jeśli tylko ktoś z Was interesuje się tym, by kiedyś spróbować swoich sił w starciu z przyrodą jedynie z łukiem i strzałą w ręku – zachęcam do treningów, wyjazdów na zawody (szczególnie terenowe, tak zwane 3D, będące bezkrwawą symulacją polowania) i sprawdzania swoich sił w przeróżnych warunkach. Polecam także gorąco lekturę pierwszej polskojęzycznej książki o polowaniu z łukiem „Łowy łucznicze” autorstwa mojego serdecznego przyjaciela, doświadczonego myśliwego i bowhuntera – Ziemowita Tokarskiego.

12

Kto wie, może bakcyl przetrwania zachęci Was do czegoś więcej? Tak jak zachęcił mnie. Zapraszam!

TUTAJ CZĘŚĆ PIERWSZA ARTYKUŁU NA TEMAT POLOWAŃ Z ŁUKIEM


O autorze: Paweł Jastrzębski to myśliwy, doświadczony łucznik (compound bow) i kusznik, mistrz Polski w łucznictwie terenowym w kat. łuk myśliwski (Componund HU), instruktor myślistwa łuczniczego (certyfikat IBEP). Pasjonat przyrody, łowiectwa, nurkowania i sztuk walki. Współpracujący m.in. z takimi portalami i organizacjami jak: bowhunter.pl, bron.pl, PPN, SurvivalMag i innymi.


Zdjęcia wykorzystane w artykule stanowią własność ich autorów: Z.Tokarskiego, P.Kociołka, magazyn SEZON, producentów sprzętu łuczniczego i myśliwskiego oraz własne autora.

Share This:

Skomentuj

comments